Rachel też mówi po hiszpańsku, czyli dubbing kontra lektor

Zawsze zastanawiałam się, jak to możliwe, że poziom angielskiego w Hiszpanii jest taki niski, skoro te dwa języki są do siebie tak bardzo podobne. Mniej więcej te same czasy gramatyczne i ogólnie podobna gramatyka, tylko że angielska jest dużo łatwiejsza. Rdzeń słownictwa w wielu przypadkach jest taki sam – ja gdy nie znam jakiegoś słowa, biorę je z angielskiego, nadaję mu hiszpańskie brzmienie (zazwyczaj podmieniam końcówkę) i tak w 70% trafiam w prawidłowe słowo. Więc Hiszpanie mają po prostu wiele wyrazów tak jakby „za darmo”, a mimo to nie są chętni do komunikowania się w tym języku. Oczywiście to się zmienia, nowe pokolenie mówi już dużo lepiej, jest dużo szkół dwujęzycznych, tzw. bilingue, ale i tak.

Uważam, że dużą odpowiedzialnością za ten stan rzeczy można obarczyć hiszpańską telewizję. Bo w Hiszpanii dubbinguje się nie tylko filmy animowane dla dzieci, ale w ogóle WSZYSTKIE PRODUKCJE. Kiedyś skacząc po kanałach, trafiłam na odcinek Przyjaciół i aż mnie zatkało. W Hiszpanii Rachel mówi po hiszpańsku – co za koszmar! I w ogóle każdy film emitowany w telewizji ma hiszpański dubbing. Na streamingu (Netflix, HBO) – dubbing. W kinach – dubbing! Tylko może kina studyjne się uchowały, ale poza tym dubbing jest wszędzie.

Szkoły dubbingu

Wynika to z tego, że w Hiszpanii są zawodowe szkoły dubbingu, osadzone w Madrycie i Barcelonie, które kształcą profesjonalnych aktorów dubbingowych. Ale w takim razie, dlaczego ten dubbing jest taki kiepski? Dlaczego ciągle słyszę te same głosy, które w dodatku brzmią sztucznie? Znalazłam informacje, że środowisko jest dość zamknięte, większość aktorów jest zatrudniana na stałe. Studia nagraniowe są zawalone robotą i wolą zatrudniać sprawdzonych kandydatów niż eksperymentować z nowymi głosami. Ważna jest też ciągłość głosu danego aktora – np. Tom Hanks ma przypisany głos hiszpańskiego aktora i za każdym razem, gdy pojawia się w filmie, to właśnie ten aktor użycza mu głosu. Od kiedy namnożyły się platformy streamingowe, studia idą na ilość, a nie na jakość, co dotyczy również tłumaczeń. Dialogi pisane są superpoprawnym językiem, żarty kiepsko tłumaczone, a jednak mało kto korzysta z opcji oglądania z napisami.

Dobry stary lektor

Co więcej – Hiszpanie bardzo bronią rodzimego dubbingu, za to nie mogą się nadziwić temu, że Polacy oglądają filmy z lektorem. Ok, wszyscy wiemy, że napisy są najlepsze, ale jak już mam wybierać między dubbingiem a lektorem, to wolę lektora. Bo dla mnie głos aktora, jest częścią jego artystycznej ekspresji, a kiedy słyszę zdubbingowany głos, czuję się oszukana i poirytowana – po prostu coś tu nie gra. Poza tym myślę, że lektor miał duży wpływ na to, że angielski i hiszpański szybko wchodziły mi w krew. Dzieciństwo spędziłam przed telewizorem. Wiem, nieładnie. Ale tak już zawsze miałam, że lubiłam oglądać te wszystkie megahity Polsatu czy inne filmy, które potem nagrywałam na kasety VHS i oglądałam wielokrotnie (np. Maskę). Słuchając głosu aktora w tle lektora, uczyłam się znaczenia i wymowy słów i całych wyrażeń. Po obejrzeniu filmu sądowego wiedziałam, że „Objection, your honour” znaczy „Sprzeciw, wysoki sądzie” i chociaż do niczego mi się to nie przydawało, to jednak osłuchiwałam się z brzmieniem języka i to było ważne. Podobnie z hiszpańskim. Lata 90. i początek nowego millennium to złoty wiek telenowel. Kto nie oglądał Zbuntowanego anioła z Natalią Oreiro? Bardzo lubiłam ten serial i również z niego nauczyłam się pewnych słów i wyrażeń, także tych niegrzecznych. Zawsze największym wyzwiskiem było tam „chirusa” – „prostaczka”, co zabawne, słowo używane tylko w Ameryce Łacińskiej, sami Hiszpanie nie wiedzieli, o czym mówię, kiedy im o tym opowiadałam. A zatem oba języki obce, którymi dzisiaj mówię, mają korzeń w uczeniu się ich poprzez oglądanie produkcji z lektorem.

Jeszcze jedną bajkę? To po angielsku

Znam też wiele osób, którym nauka języka przyszła łatwo, ponieważ oglądały w dzieciństwie bajki w danym języku (po angielsku, niemiecku), przyswajając w ten sposób ogrom słownictwa i ucząc się jego gramatyki ze słuchu. Dlatego uważam, że warto dzieciom włączać bajki nie tylko po polsku, ale też w innych językach. U nas lecą na przemian po polsku i po hiszpańsku, czasem po angielsku i syn po prostu przywykł do tej zmienności. Justyna Winiarczyk, autorka książki Twoje dziecko też może mówić po angielsku mówi, że kiedy syn przychodzi do niej z prośbą „o jeszcze tylko jedną bajkę”, ona się zgadza, pod warunkiem, że będzie oglądał po angielsku albo po niemiecku. Dziecko jest zadowolone, że może obejrzeć bajkę, a ty, że osłucha się z językiem – nie ma przegranych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *