Jaskinie Diabła – najdziwniejsze miejsce w najpiękniejszym pueblo

Mieszczące się w naszym regionie miasteczko Alcalá del Júcar (czyt. alkala del hukar – wiem, trudna nazwa) jest na oficjalnej liście 126 najpiękniejszych hiszpańskich miasteczek, tzw. pueblo. Istnieje kilka dobrych powodów, dlaczego się tam znalazło. Jednym z nich jest na pewno malownicze położenie – miasto zostało zbudowane nad rzeką Júcar (która występuje w jego nazwie) w otoczeniu górskiego krajobrazu. Po jednej stronie rzeki toczy się normalne codzienne życie: tu kupisz chleb, zjesz obiad w restauracji, zaprowadzisz dziecko do szkoły. W drugiej części pueblo, za mostem, życie też toczy się normalnie, tylko że tam mieszkańcy mają bardziej pod górkę. Dosłownie. Bo Alcalá del Júcarto miasto wydrążone w górskiej skale. Fasady domów może i wyglądają normalnie, bo są tradycyjnie murowane, ale już ich wnętrza tworzą wykute w wapiennej skale pomieszczenia. Kto chce zwiedzić tę część miejscowości, musi przygotować się na wędrówkę stromymi ulicami, które prowadzą do miejskiego ratusza, Kościoła św. Andrzeja i jeszcze wyżej aż na samą górę, gdzie mieści się wybudowany przez Maurów zamek z XII wieku. Warto podjąć trud, żeby się tu dostać, nie tylko ze względu na zamek, ale także ze względu na widoki ukazujące podnóże miasta wraz z rzeką, zabytkowy most i arenę do walki z bykami – uważaną za unikat ze względu na nieregularny kształt.

Jaskinie Diabła

A teraz gwóźdź dzisiejszego odcinka. Zanim dotrzemy na sam szczyt, po drodze natkniemy się na szyld Cuevas del Diablo, czyli Jaskinie Diabła. Brzmi groźnie. Byłam w środku i potwierdzam. Jest to zdecydowanie najdziwniejsze biletowane miejsce dla zwiedzających, w jakim byłam. Jaskinie Diabła połączone są z Jaskiniami Garadéna, kiedyś służyły one do celów militarnych – tu w czasach muzułmańskich stacjonowali żołnierze, obserwując, czy ktoś nie próbuje przeprawić się przez rzekę, nie płacąc podatku. Później w jaskiniach tych hodowano także gołębie, jak również przechowywano wino.

A teraz: kim jest ów Diabeł? Jak się okazuje, wcale nie chodzi o rogate stworzenie znane z podań, tylko o człowieka o pseudonimie Diablo, który naprawdę nazywa się Juan José Martínez García i – jak podaje na swojej oficjalnej stronie – jest twórcą projektu utworzenia z jaskiń turystycznej wizytówki miasta. Martínez wprowadził się do nich w 1980 roku i od tego czasu wraz z rodziną restaurował je i przerabiał, tak jak chciał. Kto wydał na to zgodę? Tego ze strony się nie dowiadujemy. A czy osiągnął swój cel? No cóż, na pewno stworzył miejsce nietuzinkowe, które wiele osób odwiedza z ciekawości. Opiszę je tak jak pamiętam, kiedy byłam tam z przyjaciółmi półtora roku temu.

Reakcja po wejściu do Jaskiń może być tylko jedna: ALE O CO TU CHODZI??? Wygląda to jak kolekcja najdziwniejszych artefaktów, które Diabeł zgromadził w swoim życiu, nie wiem, może otrzymał od jakichś „życzliwych” darczyńców, i urządził nimi wnętrza jaskiń. Mają one przeróżne konotacje: polityczne (jak gobelin z wizerunkiem Kennedy’ego albo papier toaletowy z podobizną Trumpa), ludowe (wazony, talerze ceramiczne), popkulturowe (zdjęcia gwiazd, zdjęcia samego Diabła w programie telewizyjnym), a do tego cała zbieranina rzeczy po prostu dziwnych, losowych, o bardzo wątpliwej estetyce: wypchane zwierzęta, budka telefoniczna z kukłą goryla, gabloty pełne, nie przebierając w słowach, śmieci. Na ścianach dziwne zdjęcia, jak to z chłopakiem hodującym gniazdo na głowie. Wielki byk, fortepian, skrzynka pocztowa, puszki po napojach i wiele, wiele portretów samego Martíneza.

Jaskinie prowadzą nas swoimi korytarzami, odkrywając kolejne oblicza tego kuriozum. Nagle w trakcie zwiedzania pojawia się też sala, w której zastajemy stoły i krzesła ukryte we wnękach i dużą przestrzeń na środku – kiedyś odbywały się tu imprezy i koncerty. Z czasem jednak zaniechano ich organizacji, dziś jest tylko otwarty bar z napojami, które można wypić w pomieszczeniu bądź na balkonie, z którego rozpościera się widok na rzekę.

A skoro znów jesteśmy przy pięknych widokach, które wprawiają w poetycki nastrój, dodam, że Diabeł też jest poetą i zakończę fragmentem jego wiersza Droga, która prowadzi do nieba, przetłumaczonego przez translator (ale całkiem dobrze):

(…)

Czas płynie powoli
w tych ostatnich czasach,
ale ludzie przesadzają z narkotykami,
alkoholem i ogniem.

Silniki się mnożą,
wynalazki wystrzeliwują jeden za drugim.
Pięknie byłoby położyć kres
tym pędzącym czasom,
zatrzymać odrzutowce
i zakończyć cierpienie.

Żegnam się z wami
właśnie w tej chwili.

Tymi słowami i ja się żegnam z wami, do następnego!

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *