Pocoyo – bohater, którego pokochały hiszpańskie maluchy

Jeżeli zapytacie Hiszpanów, co oglądają ich najmłodsze dzieci, takie w wieku 2-4 lata, z pewnością większość z nich wymieni Pocoyo. Zapytacie, co to takiego, bo choć produkcja jest dostępna na polskim HBO, to chyba nie cieszy się aż tak dużą popularnością. A szkoda.

Pocoyo to hiszpański serial animowany opowiadający o przygodach chłopca w niebieskim ubraniu i w niebieskiej czapeczce. Jego najlepszymi przyjaciółmi są kaczor Pato (nomen omen – pato to kaczka) oraz słoniczka Elly. Pocoyo ma także psa Loulę i latający pojazd.

Co powinniśmy doceniać w tym serialu?

Wiele, wiele rzeczy. Z pewnością prostotę wykonania. Jest to serial 3D, który pokazuje świat przedstawiony w uproszczeniu: wszystkie postacie i przedmioty są prosto zaprezentowane, jakby jednokolorowe plamy przybrały formę i zaczęły odgrywać scenki na jednolitym białym tle. Proste kształty, wyraziste kolory, mało detali. Język wizualny zrozumiały dla najmłodszych odbiorców i oprawa muzyczna oparta na prostych dźwiękach. Totalny minimalizm.

Tempo serialu jest powolne, akcja idzie do przodu, ale bez pośpiechu i bez przeładowania. Zazwyczaj zaczyna się od tego, jak podglądamy jedną z postaci podczas wykonywania jakiejś czynności, np. jak Pato podlewa swój ogródek albo jak Elly tańczy w baletkach albo jak Pocoyo bawi się z Loulą. Narrator zza kadru nawiązuje kontakt z postacią i zadaje jej pytania o to, co robi. I zazwyczaj sam na nie odpowiada, bo te postaci nie mówią albo mówią niewiele.

Ten narrator to w ogóle świetny zabieg, bo reprezentuje pozycję oglądającego dziecka i zadaje pytania, jakie ono mogłoby mieć do tego, co widzi na ekranie. To nawiązywanie kontaktu daje złudzenie interakcji, ingerowania w scenę, w to, co się dzieje, i sprawia, że dziecko może czuć się naprawdę blisko bohaterów. W wersji angielskiej tym narratorem jest sam Stephen Fry, który oczywiście świetnie wypada w tej roli, ale dubbing hiszpański i polski też są bardzo udane. Dlatego uważam, że to świetna produkcja do osłuchania się z każdym językiem. Proste słownictwo i zabawne scenki rodzajowe z codziennego życia.

Ponadto bohaterowie przypominają małe dzieci, dlatego mali widzowie łatwo mogą się z nimi utożsamić. Pocoyo ma cechy małego chłopca – denerwuje się, obraża, popełnia błędy, do których nie chce się przyznać, ale też stara się je naprawić. Tak samo Elly i Pato – nie zawsze zachowują się odpowiednio, ale po rozmowie z narratorem uświadamiają sobie, co zrobili źle i zastanawiają się, jak mogą to naprawić. Ta bajka uczy dzieci rozpoznawania emocji i tego, jak postępować, żeby naprawić krzywdy. To jej ogromna zaleta.

Kolejną jest angażowanie dzieci do aktywnego oglądania. Podczas fabuły nagle pojawia się przerywnik – ośmiornica Fred zaprasza wszystkich do zabawy Fred mówi. Polega ona na wykonywaniu czynności, którą ośmiornica proponuje, np. „Fred mówi: Skaczemy!” – i wszystkie dzieci skaczą jak piłeczki przed telewizorem. Po krótkiej chwili przerywnik się kończy i następuje powrót do właściwej fabuły. Innym przerywnikiem jest zabawa w kolory – kolorem dnia jest niebieski – oznacza to, że każdy musi znaleźć coś niebieskiego w swoim otoczeniu.

Oprócz przerywników aktywizujących twórcy bardzo uwypuklają też warstwę edukacyjną – ile tu analizy kształtów, liczenia, zgadywania, uczenia sekwencji i opowiadania historii, prezentowania i powtarzania słownictwa. Od zatrzęsienia! Także mówię wam, naprawdę, obczajcie Pocoyo ze swoimi pociechami. Od 2004 roku powstało pięć sezonów tego serialu i ciągle trwają prace nad nowymi odcinkami, więc materiału jest sporo. Wiem, wiem, dzieci nie powinny spędzać czasu przed ekranem, ale… Jak już muszą, to niech oglądają Pocoyo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *