Nasze doświadczenia ze szkołą Helen Doron

Dzisiaj trochę o naszym doświadczeniu ze szkołą Helen Doron. Zapisaliśmy do niej Marcosa jeszcze przed pójściem do przedszkola, kiedy miał dwa latka i od razu na wstępie powiem, że bardzo miło wspominam ten czas. Dzieci w wieku dwóch lat uczestniczą w zajęciach razem z rodzicem, więc mogłam dokładnie przyjrzeć się temu, jak są one prowadzone.

Sala

Po pierwsze sala do nauki to sala zabaw: nie siedzi się w ławeczkach ani na krzesełkach, tylko na poduchach na podłodze. Jest kolorowo, ale bez przeładowania. Chodzi o to, że miejsce ma się dzieciom kojarzyć z zabawą, czymś przyjemnym, a nie ze stresem przedszkolnym.

Kadra

Kadra Helen Doron jest bardzo kompetentna, w ciągłym toku doskonalenia się. Każdego roku wszyscy nauczyciele muszą obowiązkowo wziąć udział w szkoleniu, na którym omawia się bieżący program nauki, ale też wprowadza nowości. Teoretycznie nie trzeba mieć studiów z anglistyki, ale w procesie rekrutacyjnym poziom języka jest weryfikowany, a poza tym trzeba udokumentować swoje doświadczenie w dziedzinie nauczania angielskiego. Nie mam wątpliwości, że dla HD pracują osoby bardzo kompetentne.

Zajęcia

Zajęcia w kameralnych grupach prowadzą lektorzy, którzy mówią do dzieci wyłącznie po angielsku. Zaczynamy piosenką na przywitanie, a następnie siadamy w kole i czekamy, aż lektorka zaprezentuje nam pierwsze ćwiczenie. Może to być na przykład plansza z elementami, które trzeba do niej dopasować. Każde dziecko dostaje jeden element i jest zachęcone do tego, żeby dopasować go do obrazka w centrum. Proste zwroty i słownictwo, które bez przerwy się powtarza, żeby się z nim osłuchać. Żadnego przymusu, cały czas jesteśmy w toku zabawy. Pamiętam rzucanie piłeczkami, bawienie się zabawkami odnoszącymi się do pomieszczeń w domu, przechodzenie przez kolorowy tunel, przyklejanie kropek na ścianie, jedzenie truskawek i wiele, wiele innych. Za każdym razem inny zestaw ćwiczeń i gadżetów do ich wykonania. Słownictwo się powtarza, żeby się utrwalało, ale pojawiają się nowe konteksty. I same kreatywne rozwiązania.

Materiały i praca w domu

Podczas zapisów dziecko dostaje plecaczek i zestaw czterech zeszytów ćwiczeń z naklejkami, a także dostęp do zasobów aplikacji HD. I to jest ten aspekt, który nie każdemu musi się podobać, ale szkoła HD zakłada codzienną praktykę angielskiego. A ponieważ zajęcia w szkole odbywają się raz w tygodniu, w pozostałe dni to rodzic dziecka powinien z nim ćwiczyć w domu. Rodzic dostaje konkretne wytyczne, jak to robić. Na poziomie dwulatka trzeba gotową ścieżkę z danego działu przesłuchać dwa razy, co zajmuje jakieś pół godziny. Pamiętam, że na początku tak robiliśmy, ale potem jakoś odwykliśmy od codziennych ćwiczeń, w sumie nie wiem czemu. Te piosenki są naprawdę super, uwielbiałam Building blocks – budowaliśmy do niej wieżę, którą potem z satysfakcją burzyliśmy. Oprócz scenariusza zajęć, w domu robi się także zeszyty ćwiczeń (o ile lektor nie powie inaczej), ale tych ćwiczeń nie ma wiele, a dzieci zazwyczaj lubią pracę z naklejkami. Nikt nie weryfikuje twojej pracy z dzieckiem w domu, ale wiadomo, że jeżeli nie trzymasz się wytycznych, to nie możesz czepiać się szkoły, że dziecko nie robi postępów w nauce albo robi je wolno.

Ogólna opinia

Nie mam porównania z innymi szkołami angielskiego, ale metody Helen Doron mnie zachwyciły. Widać, że twórcy szkoły rozumieją, jak działa mózg dziecka i że warto uczyć je angielskiego już od pierwszych miesięcy życia, dlatego prowadzone są zajęcia już dla kilkumiesięcznych maluszków. Angielski ma być naturalnym elementem środowiska dziecka, a nie tylko miejscem, do którego udaje się ono raz w tygodniu, dlatego pomysł na przeniesienie nauki do domu uważam za bardzo trafny, z tym że wymaga pracy ze strony rodzica. Same zajęcia zaś uważam za niezwykle trafione dlatego, że pokazują słownictwo w kontekście i angażują umysł dziecka poprzez udział w różnorodnych aktywnościach. Polecam, naprawdę polecam!

Tekst totalnie niesponsorowany

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *