Oblałam test na hiszpańską żonę!

Gazpacho się rozlało. 86-letnia babcia mojego męża uświadomiła mi, że dobra hiszpańska żona powinna robić na obiad hiszpańskie krokiety. Ups, myślałam, że ominą mnie takie rytuały przejścia, szczególnie że przebywanie z roczniakiem w domu daje ograniczone możliwości kulinarne.

Rozmowa z babcią uświadomiła mi zresztą, jak wyglądał kiedyś świat takiej przeciętnej Martinezowej albo Lopezowej. Kobietę uważano w nim za byt niesamodzielny – najpierw stanowiła własność swojego ojca, później – swojego męża. To przekonanie było najbardziej widoczne w czasach frankistowskich (1939 – 1975), kiedy przy reżimie rozwinęła skrzydła Sección Femenina – powstała jeszcze przed wojną domową organizacja stojąca na straży kobiecych cnót i promująca patriarchalny model rodziny.

Ale żeby promocji stało się zadość, ustanowiono też prawo dla mężatek, ubierające ich swobodę w bardzo ciasny gorset. A umówmy się: która wtedy nie wychodziła za mąż? Według tego prawa zamężne Hiszpanki bez zgody męża nie mogły:

– otworzyć konta bankowego

– podejmować pracy i zarządzać wynagrodzeniem za nią

– wyrobić paszportu i podróżować

– rozporządzać własnym majątkiem

– występować przed sądem – męża traktowano jak przedstawiciela żony.

Nie no, jak tak, to ja się rozwodzę! Zapomnij, rozwody też były zabronione. I zdrada. No, przynajmniej zdrada męża – kobieta mogła za nią trafić na 6 lat do więzienia. Na zdrady mężczyzn było natomiast obyczajowe przyzwolenie.

Kobieta była wychowywana na niewolnicę: kiepski dostęp do edukacji, brak albo bardzo ograniczone możliwości robienia kariery zawodowej, brak możliwości decydowania o własnym losie, brak…

Ale miały chyba jakieś prawa? Oczywiście! Prawo do prokreacji, prawo do posiadania czystego domu, prawo do niesprzeciwiania się mężowi, prawo do tolerowania stosowanej przez niego przemocy, prawo do niezadawania mu pytań, gdzie spędził noc… No nie zliczę wszystkich tych praw.

Ten stan rzeczy zmienił się dopiero w 1975 roku, po śmierci generała Franco. Odtąd ruchy feministyczne działają w Hiszpanii bardzo prężnie i świat kobiet zupełnie się zmienił, ale jak przez lata pielęgnowano w umysłach pewien model małżeństwa, to się tak łatwo nie da tego odczynić. Chyba w ogóle się nie da. A młodość naszej babci przypadła właśnie na te czasy i ona opoo nich jak o przyjaznych kobietom.

 „Dawniej mężczyzna nawet nie wiedział, gdzie są talerze w jego własnym domu” – mówi mi babcia. Chce przez to powiedzieć, że mężczyzna spędzał cały dzień poza domem: najpierw w pracy, potem na kartach z kolegami, a kiedy łaskawie zjawiał się w domu na porę posiłku, żona dosłownie go obsługiwała, robiąc za niego wszystko.

Na powrót do takiego stanu rzeczy nie ma już jednak widoków. Młode Hiszpanki bardzo głośno mówią o swoich prawach, co roku 8 marca odbywają się wielkie manifestacje feministyczne w całym kraju. Kobiety nie dadzą już sobie odebrać tego, co wywalczyły. A ja się zastanawiam: ciekawe, ile z nich robi krokiety na obiad?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *